W krainie kwitnących samurajów 12

Dzień 7. Kyoto na piechoto  #omatko #suchszeniżSahara

Pierwsza połowa siódmego dnia wycieczki to był spacer po jednej ze starych dzielnic Kyoto, w której mieszkamy (nasz ryokan widać na samym początku). Najpierw poszliśmy do pobliskiego parku, żeby zjeść śniadanie kupione w konbini. Nie zniechęciło nas ostrzeżenie przed agresywnymi małpami, które biją i gryzą, gdy chce się im zrobić zdjęcie (w sumie trudno się dziwić).

Następna była świątynia buddyjska Shōren-in z pięknym ogrodem, zaprojektowanym w XVI i XVII wieku. Po pożarze pałacu cesarskiego świątynia ta służyła za tymczasowe mieszkanie dla cesarza i jest też nazywana pałacem Awato. Po bokach jej głównych schodów (dziś nieczynnych, nie każdy może być cesarzem) rosną dwa wielkie drzewa kamforowe, liczące sobie około 900 lat. Te olbrzymy robią wielkie wrażenie, którego zdjęcia nie oddają.

Potem przeszliśmy się uliczkami przez kyotoskie zagłębie wydobywcze (do wydobywania pieniędzy z kieszeni turystów). W sklepach był nie tylko szwarc, mydło i powidło, ale i kadzidło oraz zielona herbata, japońskie kosmetyki, japońskie pamiątki, chińskie podróbki udające japońskie pamiątki, przepiękna ceramika (niestety z zakazem fotografowania i często pięciocyfrowymi cenami w jenach) oraz dwa lub trzy sklepy z gadżetami Ghibli.

Przez zagłębie dotarliśmy na wzgórze z kilkoma świątyniami w kupie, zarówno buddyjskimi, jak i sintoistycznymi. Pierwsze budowle postawiono tam już w VIII wieku, ale większość tego, co stoi dzisiaj, pochodzi z XVII-wiecznych odbudów (pożary, trzęsienia ziemi). Do najciekawszych obiektów należą tam świątynia Kiyomizu-dera postawiona w znacznej części na palach, potrójne źródełko Otowa (od mądrości, miłości i zdrowia) oraz Tainai meguri. Jest to podziemny tunel-sanktuarium pod świątynią, którego przejście (kilkadziesiąt metrów) jest ciekawym doświadczeniem, gdyż odbywa się w całkowitej ciemności. Idzie się na ślepo, trzymając się jedynie wielkiego buddyjskiego różańca, który pełni rolę poręczy. Symbolizuje to wejście do macicy Daizuigu Bosatsu, żeńskiego Bodhisattvy, który ma moc spełniania życzeń (na ¾ czwartych długości jest specjalny kamień, za pomocą którego wprowadza się input dla bóstwa). Po złożeniu życzeń Bodhisattvie wróciliśmy do ryokanu, a potem poszliśmy na obiad, dalszy rajd po sklepach, a na koniec na sztukę teatru kabuki, o której osobno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.