Jak co roku w okresie matur, wrogowie polskiego systemu edukacji oraz niektórzy specjaliści od nauczania (trudno mi tu powiedzieć, czy są to dydaktycy albo pedagodzy – bo już psycholog jest czasem na tyle oderwany od procesu kształcenia, by nie mieć pojęcia o specyfice jego metodyk) wyciągają incydent z 2013 roku, kiedy to doktor Tomasz Rożek „Nie poradził sobie […] z analizą własnego tekstu, uzyskał 70% procent” (w domyśle – zaledwie 70%) (https://www.facebook.com/photo/?fbid=1448601577065496&set=a.509148204344176). Otóż jest to bzdet na bzdecie bzdetem poganiany. Nie rozumiem (a właściwie rozumiem, ale o tym potem), jak można się wypowiadać na temat matury, tak bardzo nie mając pojęcia, jak działa ten egzamin i po co jest. Nie mając pojęcia o metodyce i dydaktyce właśnie. Otóż uzyskał 70%. Nie poradził sobie? Ależ to jest wynik dużo ponad przeciętną – to po pierwsze. W ubiegłym roku średni wynik matury z języka polskiego na poziomie podstawowym wyniósł 59% (https://swps.pl/matura/aktualnosci/35838-statystyki-maturalne-2025), a w roku 2013 było to 55% (https://wyniki.dlamaturzysty.info/s/4059/76972-Wyniki-maturalne-porownanie/4065367-Wyniki-z-matury-2013.htm).
Po drugie, to jest wynik mniej więcej na ocenę dobrą według dzisiejszych zaniżanych kryteriów. Po trzecie, zdanie matury wymaga zdobycia 30% punktów – co jest wielkością skandalicznie niską, boż mówimy o egzaminie, który nie powinien być dla wszystkich. Zatem to nie jest tak, że doktor Rożek oblał maturę albo „nie poradził sobie” z interpretacją własnego tekstu – po prostu nie zrobił tego ze 100% skutecznością. Wynik 100% jest rzadkością także wśród licealistów przygotowywanych do matury – i bardzo słusznie, bo egzamin ma różnicować zdających (tak samo jak każde kolokwium czy klasówka). Jeśli tego nie robi, jest po prostu źle przygotowany (tak na marginesie, mam ministerialne uprawnienia recenzenta zadań egzaminacyjnych i pod bacznym okiem żony, znakomitej specjalistki od egzaminu maturalnego z chemii, uczestniczyłem w przygotowaniu kilku zestawów maturalnych). Innymi słowy doktor Rożek nie zauważył w swoim tekście tego, co zauważył zawodowy polonista – i co nauczyciel języka polskiego przekazałby swoim uczniom przygotowywanym do matury.
Drążmy dalej. Tomasz Rożek jest doktorem nauk fizycznych, nie polonistą. Nie jest też nauczycielem, więc to oznacza, że z nauką w liceum zetknął się autopsyjnie ostatni raz w połowie lat 90., kiedy sam chodził do liceum (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Ro%C5%BCek). Ten epizod z pisaniem matury z własnego tekstu miał miejsce 20 lat później (2013). Kiedy doktor Rożek pisał maturę jako uczeń, to przypominała ona starą maturę, którą pisałem sam – bez formularzy, bez kluczy i sprawdzaną przez „swoich” nauczycieli, a nie anonimowo przez niezależną komisję. Nikt mi nie wmówi, że ten czynnik nie wpływał na wyniki. Ale to jest tu kwestią marginalną. Przez 20 lat doktor Rożek nie miał styczności z liceum i ze szkołą, bo jego własne dzieci miały lat 8, gdy pisał tę maturę ze swojego tekstu. Innymi słowy – nie znał ani z autopsji, ani pośrednio wymogów ani zadań egzaminu maturalnego. W przypadku języka polskiego ów demonizowany „klucz odpowiedzi” wcale nie jest wyłącznie zbiorem odpowiedzi zamkniętych – jest taki w przypadku niektórych pytań, tych konkretnych. Pytań, które nie wymagają interpretacji od strony ucznia, tylko określonej wiedzy. Sam doktor Rożek powiedział „że problemy sprawiły mu pytania wymagające konkretnej wiedzy – jak to o użyty środek stylistyczny” (wypowiedź cytowana w artykule https://www.prawo.pl/oswiata/matura-2013-autor-maturalnego-tekstu-zdobyl-tylko-70-proc-punktow,124438.html).
Egzamin maturalny jest egzaminem obejmującym teoretycznie cztery lata edukacji, z założenia pytania mają w nim być zróżnicowane i sprawdzać nie tylko wiedzę, ale i różne kompetencje ucznia. Tworząc zestaw maturalny z chemii, nie mogę dać w nim 60 zadań „Napisz równanie takiej a takiej reakcji” po 1 punkcie każde (dzisiaj maksymalna liczba punktów to 60). Ponadto egzamin maturalny i wcześniej gimnazjalny wymagają/wymagały odpowiadania na zadane pytania, a nie pisania wszystkiego, co przychodzi do głowy. Wpaja się to uczniom przez większość edukacji (a że nie wszyscy sobie to przyswajają, to rzecz naturalna i wynikająca m.in. ze zróżnicowania intelektualnego uczniów, kłania się rozkład gaussowski).
Wobec tego, że uczeń ma konkretnie odpowiedzieć na pytanie, nie ma tu miejsca na „ja to umiem, tylko nie znam odpowiedzi na dane pytanie”. Nie ma tu miejsca na improwizację maskującą niewiedzę. Nie może już dojść do sytuacji znanej ze starego dowcipu o egzaminie z zoologii. Otóż na pewnym uniwersytecie pracował profesor zoologii, którego ulubionym tematem były robaki. Na egzaminie pytał zawsze o robaki. Oczywiście studenci doskonale o tym wiedzieli i uczyli się na ten egzamin tylko o robakach. Jednak pewnego razu profesor odstąpił od swoich przyzwyczajeń i zapytał o słonia. „Na szczęście” trafiło na rezolutnego studenta, który rozpoczął swoją odpowiedź tak:
– Słoń jest dużym zwierzęciem i na pysku ma trąbę, która z kształtu przypomina robaka. Robaki dzielą się na…
Dochodzimy teraz do konkretnego zestawu maturalnego, który pisał doktor Rożek. Można go bez problemu i dzisiaj ściągnąć ze strony Centralnej Komisji Egzaminacyjnej (https://arkusze.pl/maturalne/jezyk-polski-2013-maj-matura-podstawowa.pdf). Egzamin ten składał się z dwóch części – maksymalnie można było uzyskać 70 punktów, w tym aż 50 za rozprawkę, która już nie dotyczyła tekstu pana Rożka. Demonizowany klucz odpowiedzi również można ściągnąć ze strony CKE (https://arkusze.pl/maturalne/jezyk-polski-2013-maj-matura-podstawowa-odpowiedzi.pdf) i przekonać się, że on wcale nie jest taki zamknięty w odniesieniu do rozprawki. Owszem, wymaga wykazania pewnych określonych rzeczy, które rozumiejący tekst uczeń powinien zauważyć, ale dotyczy to głównie pytań odwołujących się do konkretnej wiedzy – w części dotyczącej tekstu doktora Rożka to np. pytanie 3.:
„Określenie horyzont poznania użyte przez autora tekstu w akapicie 2. to
A. anafora.
B. metafora.
C. porównanie.
D. apostrofa”.
Albo pytanie 4.: „Za pomocą jakich zabiegów językowych autor wyraził wątpliwości związane z niektórymi sądami prezentowanymi w akapicie 3.? Wypisz dwa i je nazwij”.
W tym zestawie maturalnym za interpretację swojego tekstu doktor Rożek mógł uzyskać maksymalnie 20 punktów, z czego prawie połowa (9 pkt.) przypada na tzw. pytania konkretne, wymagające wiedzy, a nie interpretacji. Czyli to nie jest tak, że on nie poradził sobie z interpretacją własnego tekstu, bo ten element to tylko 20 punktów. Aż 50 punktów, powtórzmy, dotyczyło rozprawki – która nie jest „casualową” wypowiedzią, tylko musi spełniać określone wymogi. Przecież także rozprawa, którą pisaliśmy na maturze z polskiego my, osoby w wieku 50+ – co oznacza także doktora Rożka, rocznik 1976 – musiała mieć plan, wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Z wymogami, jakie ma spełniać rozprawka maturalna, zapoznaje się uczniów w trakcie nauki w szkole średniej.
Dla odmiany pora na trochę matematyki. 9 punktów za pytania teoretyczne na temat jego tekstu to około 13% maksimum; doktor Rożek stracił ich łącznie 21, skoro napisał maturę na 70% (70% z 70 punktów to 49 punktów, 70–49=21). Innymi słowy nie mógł tak napisać matury, nie dostając ani jednego punktu za analizę własnego tekstu, bo i tak musiałby stracić dodatkowo 1 punkt z rozprawki. Obstawiam, że akurat tam stracił ich znacznie więcej – niestety nie znalazłem w Internecie dokładnej prezentacji wyników.
Ostatecznie możliwe, jeśli nie bardzo prawdopodobne, jest też to, że pisał tylko fragment egzaminu, ten z własnego tekstu – ale w takim razie dlaczego on sam wypowiada się na temat klucza do całego egzaminu? Błąd ten popełniają też prawie wszyscy fachowcy i pseudofachowcy rozdzierający szaty nad tym, jak to klucze zabijają kreatywność ucznia. Tymczasem zadaniem egzaminu jest sprawdzenie wiedzy i umiejętności, a nie kreatywności – na kreatywność jest mnóstwo miejsca na wcześniejszych i późniejszych etapach edukacji.
Jeśli doktor Rożek pisał tę maturę tylko w części dotyczącej jego tekstu, mógł zdobyć 20 punktów. Zdobył 70% (wypowiedź cytowana w tekście https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/3519061,Dziennikarz-Tomasz-Ro%C5%BCek-zda%C5%82-matur%C4%99-na-70-proc-Analizowa%C5%82-sw%C3%B3j-w%C5%82asny-tekst; w innym miejscu znalazłem sugestię, że było to 65-70%, czego nie rozumiem, bo konkretna liczba punktów to jest konkretny procent, koniec kropka), czyli 14 punktów. A to oznacza, że odpowiedział nawet na niektóre pytania teoretyczne, bo bez nich mógłby zdobyć tylko 11 punktów (20–9=11).
Przypomnijmy teraz, po co wprowadzono egzaminy z kluczami (bo podobny „problem” dotyczył też egzaminu gimnazjalnego na koniec gimnazjów zniszczonych przez PiS). Otóż już od lat 80. XX wieku toczyła się rozwlekła dyskusja o tym, jakimi stresami są dla młodzieży egzaminy, i że właściwie niepotrzebnie funduje się uczniom kończącym szkoły średnie dwa takie stresy, bo przecież można by połączyć maturę z egzaminami na studia. Lecz tę zmianę wprowadzono dopiero w bieżącym stuleciu: odpowiednia ustawa pochodzi z 1998 roku, CKE powstała w 1999 [https://pl.wikipedia.org/wiki/Centralna_Komisja_Egzaminacyjna]. Skutki dla szkół i uczniów zaczęły być tak naprawdę odczuwalne dopiero po 2000 roku – pierwszy rocznik pisał ustandaryzowaną maturę w 2005. Nie mam jednak pewności, czy wszyscy specjaliści i „specjaliści” od edukacji zdawali sobie sprawę z tego, jakie są warunki do spełnienia przy takiej operacji i jakie będą jej konsekwencje.
Warunkiem była mianowicie standaryzacja: jeśli matura miała być przepustką teoretycznie na dowolne studia na dowolnej uczelni w całym kraju, to musiała się stać jednakowa w całym kraju. Koniec z układaniem pytań maturalnych przez okręgowe władze oświatowe! Co więcej, wyniki musiały stać się porównywalne w skali całego kraju. Dlatego wprowadzono centralne układanie pytań maturalnych jednakowych dla całego kraju i dlatego wprowadzono klucze. Owszem, one początkowo były zbyt restrykcyjne, ale osiem lat później to była już przeszłość – klucze i wytyczne dla egzaminatorów sprawdzających prace maturalne ewoluowały i ewoluują przez cały czas.
Niemniej klucze odpowiedzi nie mogą przestać być ograniczające, nie mogą dawać absolutnej swobody interpretacji odpowiedzi ucznia, bo to byłoby sprzeczne z ideą standaryzacji! Trzeba – jak przy większości życiowych problemów – pogodzić się z koniecznością kompromisu. Albo będziemy egzaminować w sposób zindywidualizowany (ale wykonanie tego to osobny problem, bo wymagałoby to zindywidualizowanego ocenienia 320 tysięcy osób), ale na każdym szczeblu – albo będziemy mieli standaryzowaną maturę dającą wstęp na studia bez egzaminów, co oszczędzi uczniom części stresu. Sam jestem zwolennikiem tej drugiej opcji, a przynajmniej byłem, dopóki nie zaczęto z jakichś absurdalnych przyczyn zaniżać wymagań odnośnie do uczniów szkół średnich.
Mam przy tym wrażenie, że przynajmniej część narodu – ta mniej zapoznana z zasadami pedagogiki, dydaktyki i metodyki – za optymalny uznałaby dopiero system „bezstresowy”, w którym matura byłaby „nagrodą za uczestnictwo”. Ale przecież nie przyznaje się takiej nagrody w zawodach sportowych mających jakąś rangę, nie przyznaje się jej w konkursach artystycznych, w których celem jest wyłonienie utworów mających jakąś wartość! Że one są dobrowolne? Ano właśnie! Tak samo dobrowolna powinna być decyzja o wyborze liceum ogólnokształcącego i pójściu na studia. Uczeń kończący szkołę podstawową powinien mieć realny wybór: czy zdecyduje się na zaawansowane kształcenie połączone z koniecznością sprostania określonym wymogom, czy też na kształcenie zawodowe – również połączone z koniecznością sprostania wymogom, tylko innym! Najczęściej w mniejszym stopniu intelektualnym, a bardziej manualnym. Czy fryzjerka albo cukiernik potrzebują matury i licencjatu? Moim zdaniem ważniejsze jest, by potrafili dobrze strzyc i piec ciasta. Bo rynek pracy się zmienia, ale niektóre usługi pozostają potrzebne przez cały czas. Chyba że pączki na tłusty czwartek też zaczniemy sprowadzać z Chin.
Pełna lista źródeł: Matura język polski 2013 maj (poziom podstawowy) – Arkusze CKE – matura, egzamin ósmoklasisty, egzamin zawodowy; Matura 2013 z polskiego zbyt prosta! – autor tekstu maturalnego Tomasz Rożek | Dziennik Zachodni; Dziennikarz zdobył 70 proc. na maturze z polskiego analizując własny tekst: Klucze odpowiedzi to nieporozumienie | naTemat.pl; Matura 2013: autor maturalnego tekstu zdobył tylko 70 proc. punktów; Tomasz Rożek – Wikipedia, wolna encyklopedia; Dziennikarz Tomasz Rożek zdał maturę na 70 proc. Analizował… swój własny tekst – Jedynka – polskieradio.pl; (15) Siła Charakteru – Doktor Tomasz Rożek podszedł do matury, gdy na… | Facebook; Maturalny absurd. Autor książki zdobył 70 proc.; Codziennik z Mordoru w serwisie X: „Dr. Tomasz Rożek dostał tylko 70% z matury… ze swojego własnego tekstu. Doktor nauk fizycznych, znany dziennikarz naukowy i założyciel fundacji „Nauka. To Lubię” postanowił kiedyś sprawdzić, jak sam poradzi sobie na maturze. Na egzaminie z języka polskiego pojawił się fragment https://t.co/r6qkGLofXR” / X; Dostał 70 proc. z analizy własnego tekstu na maturze. Nic dziwnego: to nie egzamin, a sprawdzian ze znajomości klucza | naTemat.pl; Dziennikarz, którego tekst wykorzystano na maturze: egzamin był na poziomie gimnazjum; Wyniki z matury 2013 – Wyniki maturalne – porównanie (termin główny) – Porównanie wyników maturalnych w skali Polski – dla maturzysty; Statystyki maturalne 2025 – Uniwersytet SWPS; Centralna Komisja Egzaminacyjna – Wikipedia, wolna encyklopedia
Ilustracja wiodąca: ID 437967289 | Exam ©
Hikari Hikari | Dreamstime.com