21. Dishonored

PC, PlayStation 3, Xbox 360, PlayStation 4, Xbox One

Dishonored z 2012 roku to przedstawicielka gatunku, którego jeszcze nie było, mianowicie gry „skradankowej”. W grach tego typu walka nie jest celem, powinniśmy jej unikać, ponieważ albo skrytość jest premiowana dodatkowymi nagrodami, albo w ogóle przeciwnicy są zbyt silni, by dało się ich pokonać. W skrajnych przypadkach wywołanie alarmu jest równoznaczne z porażką. Klasycznym przykładem tego typu gier jest seria „Thief”, gdzie w średniowieczno-steampunkowych miastach oczyszczamy wybrane posesje z kosztowności (oczywiście wszystko to w imię ratowania świata). Gwoli ścisłości „Dishonored” daje graczowi całkowitą swobodę i można ją przejść „na rympał”, mordując, kogo popadnie – trwa to mniej więcej 1/10 czasu, jaki zajmuje przykładna rozgrywka typu „stealth”, która daje bez porównania więcej frajdy. Poziomy, które przemierzamy (bo to nie jest gra z otwartym światem), są jednak bardzo starannie zaprojektowane tak, by umożliwić wykonanie misji w podejściu skrytym, nie tylko bez zabijania, ale i całkowicie bez zdradzania swojej obecności (bardzo trudna sprawa).

Aby to umożliwić, naszą postać obdarzono różnymi umiejętnościami i sprzętem. Mamy np. naręczną kuszę, z której można strzelać strzałkami usypiającymi, możemy rzucać przedmiotami w celu odwrócenia uwagi, wspinać się, kryć w cieniu, poruszać po dachach, gzymsach, żyrandolach i innych elementach wystroju. Możemy również obezwładniać przeciwników ręcznie, podkradając się do nich za plecami (ogłuszonych, ale też i zabitych najlepiej ukrywać w ustronnych miejscach, aby ich odnalezienie nie spowodowało zamieszania). Dysponujemy ponadto pewnego rodzaju magią, która umożliwia nam np. teleportowanie się, zatrzymywanie czasu, opanowanie umysłu przeciwnika (można np. opętać szczura i w tej postaci poruszać się przewodami wentylacyjnymi).

Dla zwolenników brutalnych rozwiązań są z kolei zwykłe strzałki, strzałki zatrute, pistolet i możliwość „hakowania” systemów zabezpieczających, które robią wtedy krzywdę przeciwnikom. Ale jeśli zależy nam na osiągnięciu jak najbardziej optymistycznego zakończenia, powinniśmy unikać zabijania.

Pora wreszcie powiedzieć o tym, co decyduje o wyjątkowości gry. Po pierwsze, grafika, która jest silnie stylizowana. Postacie i całe otoczenie nie wyglądają realistycznie, ale bardzo oryginalnie.

Po drugie, setting, czyli środowisko – jesteśmy w fikcyjnym cesarstwie (w zupełnie innym świecie), w czasach wyglądających na XIX wiek. Znana jest broń palna, maszyny, elektryczność (ale wytwarzana z „tranu” specyficznego gatunku wielorybów; wielorybnictwo jest jednym z głównych przemysłów tego kraju). I w tym świecie pojawia się Odmieniec (w wersji ang. Outsider), quasi-bóg, czerpiący rozrywkę z obdarzania śmiertelników niezwykłymi mocami i obserwowania, co ludzie z tym zrobią. Nasz bohater, zausznik cesarzowej, niejaki Corvo Attano, staje się właśnie obiektem zainteresowania Odmieńca po tym, jak wskutek pałacowych intryg dochodzi do zamordowania cesarzowej, a sam Corvo, obwiniony o jej śmierć  i pozbawiony czci (Dishonored) zostaje uwięziony. Odmieniec daje mu szansę pomszczenia cesarzowej i uratowania jej córki Emily – prawowitej następczyni tronu.

W ten sposób dochodzimy do trzeciego istotnego elementu, tj. fabuły, którą częściowo tu już streściłem. Jest ona iście bizantyjska, pełna knowań, spisków i zwrotów o przysłowiowe 360 stopni. Doskonale obmyślone są postacie, zarówno naszych pomocników, jak i wrogów. Przez większość gry walczymy z inkwizycyjną organizacją, której przywódca przejął władzę, dodatkowo w cesarstwie panuje jakaś epidemia i spora część Dunwall, stolicy, w której rozgrywa się akcja, zmieniła się w na poły wyludnione slumsy. Odwiedzamy jednak też dzielnice bogaczy, w których panuje przepych. Naszą siedzibą jest stary pub w jednej z opuszczonych dzielnic – tam przebywają nasi pomocnicy, a także uratowana Emily. Historie tych postaci stanowią dodatkowe smaczki w grze i są istotnym elementem jej jakości.

Dishonored jest dziełem Arkane Studios, dewelopera znanego wcześniej z dwóch gier, interesującego RPG „Arx Fatalis” i kiepskiego spinoffu M&M, „Dark Messiah of Might and Magic”. Po tych dwóch tytułach słuch o studiu zaginął na jakieś 5 lat co najmniej. Pojawienie się tej gry było dla mnie sporym zaskoczeniem, bo nie śledzę za bardzo tego całego zamieszania w branży, generowanego wokół nowych tytułów. Dowiedziałem się o grze właściwie dopiero wtedy, gdy zostałem zaproszony do zespołu tłumaczącego (pozdrowienia dla Jakuba Radzimińskiego 🙂 ). Jednak także w powszechnej opinii graczy i krytyków Dishonored okazał się przyjemnym zaskoczeniem i zdobył wiele nagród. Gra dostała trzy dodatki, z których dwa lepsze opowiadają historię Dauda, płatnego mordercy wynajętego do likwidacji cesarzowej. Dauda dubbinguje sam Michael Madsen (prócz niego w grze słyszymy wiele innych sław, w tym Carrie Fisher, Susan Sarandon i Lenę Headey). Poza tym ukazała się równie dobra druga część, która też miała duży dodatek – ostatecznie rozprawiamy się w nim z manipulującym ludźmi Odmieńcem.

Gra miała jeden z najlepszych trailerów, jakie widziałem. Ostrzegam, jest brutalnie, bo nie wiedzieć czemu postanowiono tu podkreślić ten mniej znaczący aspekt rozgrywki, natomiast wrażenie jest spotęgowane tym, że za tło muzyczne służy wersja znanej piosenki „What Will We Do with the Drunken Sailor” (tu – Whaler) śpiewana przez chór dziecięcy.

Dla osób wrażliwszych wersja ze statycznym obrazkiem (Corvo nosi na nim specjalną maskę, dzięki której nikt go w mieście nie rozpoznaje)

Na screenshotach scena z misji w Dunwall, Corvo i Emily na tronie (dobre zakończenie), inna scena z misji – starcie z policją na kroczących maszynach, rzut oka na miasto, pałac cesarski.

Kategorie: