Dolina Pałaców i Ogrodów 11

Dzień 4. cd.

Zamek księcia Henryka

Jedziemy dalej na kolejną wspinaczkę wysokopagórkową – konkretnie na wzgórze Grodna o wysokości 506 m n.p.m., gdzie wznosi się tzw. zamek księcia Henryka. Kierunek ze Staniszowa na południe, w stronę Sosnówki. W pewnym momencie zjeżdża się w prawo w ulicę Złoty Widok, gdzie po kilkuset metrach znajduje się coś w rodzaju parkingu. Dalej idziemy już pieszo, najpierw jakieś pół tysiąca kroków drogą obok zalatujących latami 80. ośrodków wypoczynkowych, a potem można wybrać: albo krótsze i bardziej strome podejście, albo trasa dłuższa, którą można przejechać nawet rowerem lub wózkiem dziecinnym.

Zamek księcia Henryka jest w istocie „sztuczną ruiną”, eklektycznym obiektem wzniesionym w I połowie XIX wieku z inicjatywy księcia Henryka LXII von Reussa, który pozazdrościł Schaffgotschom autentycznie średniowiecznego zamku Chojnik. (Chojnik, do którego z przyczyn wysokogórskich nie dotarliśmy, wznosi się o jakieś 7 kilometrów w linii prostej na górze o tej samej nazwie, na południe od Sobieszowa). Sześćdziesiątego drugiego! Genealogia pewnie sięgająca czasów Karola Wielkiego. Tak przy okazji, w XV wieku niejaki Henryk von Reuss-Plauen beznumerowy był przez dwa lata wielkim mistrzem zakonu krzyżackiego. Jako pierwszy komtur złożył hołd lenny królowi Polski, po czym zaniemógł i umarł. Przypadeg?

Budowę dokańczał w stylu neogotyckim i organizację wielkiego parku krajobrazowego w okolicy nadzorował hrabia Henryk XXXVIII von Reuss. Zaraz, ten jest 38., a tamten był 62.? Coś tu nie gra.

Za trzydziestego ósmego zameczek był już praktycznie gotowy, dobudowano mu też 15-metrrową „basztę obronną” z 77 schodami. W dwukondygnacyjnym budynku głównym znajdowała się izba myśliwska i sala rycerska. Prace kończono za Henryka LXIII von Reussa. Aha. Trudno jednak odmówić rodowi konsekwencji nazewniczej. Po jego śmierci cała posiadłość przeszła na własność Henryka XII von Reussa. Que? Następnym właścicielem był Henryk XIII von Reuss. Choć raz się sekwencja zgadza, chyba przez pomyłkę. Kolejnym dziedzicem Staniszowa i dóbr okolicznych, w tym zamku Henryka, był – cóż za niespodzianka – Henryk von Reuss. XXVIII. Nie pytajcie.

Z zamku, a zwłaszcza jego wieży, roztaczają się niesamowite widoki, dlatego miejsce to już na początku XIX wieku cieszyło się ogromną popularnością. Zamku pilnował kasztelan, wpuszczający turystów na wieżę za drobną opłatą. Niestety w XX wieku obiekt podupadł i zmienił się w rzeczywistą ruinę, a po II wojnie światowej zawaliły się sklepienia i schody na wieżę. Dodatkowo zamek zarosły drzewa. Dopiero w bieżącym stuleciu został wydzierżawiony, wyremontowany i przywrócony przynajmniej częściowo do stanu używalnego. Wycięto też zasłaniającą go roślinność. Dziś można znów wspiąć się na wieżę i podziwiać z niej okolicę.

Z zamkiem wiąże się pewna romantyczna legenda, nieco zmałpowana z Szekspira. Wspomniałem już o rywalizacji między rodami Schaffgotschów i von Reussów (wg mnie ci drudzy mieli od początku przewagę – żaden Schaffgotsch nie był mistrzem krzyżackim, co dodawało +10 do lansu). Otóż po zbudowaniu zamku Henryka córka hrabiego Schaffgotscha zapałała do syna księcia Reussa. Młodzi miziali się potajemnie na schadzkach pod wielkim grabem w Czerwonej Dolinie (ale nie tej w Tatrach), gdzie raz przyłapał ich duch miejscowych gór, Karkonosz. Rozczulony na widok zakochanych zaproponował im dar, jaki sobie wybiorą, a oni zażyczyli sobie wielkiej miłości, która ich nigdy nie rozłączy. Niestety o wszystkim dowiedzieli się rodzice i rozłączyli młodych, zamykając Schaffgotschównę na Chojniku, a młodego von Reussa o numeracji nieznanej – w zamku Henryka. Jednak siła ich uczucia była tak wielka, że oboje zaczęli kopać tunel łyżeczką. Obie odnogi tunelu spotkały się pod korzeniami wzmiankowanego graba (grabu?), zakochani rzucili się sobie w ramiona, a duch Karkonosz zabrał ich z tego świata. Potem tunel zniknął, a zwaśnione rody podupadły. The End.

A co do numeracji Henryków, to mam pewną hipotezę. Otóż istniał tylko jeden Henryk von Reuss nieśmiertelny, zapewne paladyn Charlemagne’a. Niesamowity przypadek Henryka von Reussa. Dla niepoznaki zmieniał co jakiś czas numerki, na zasadzie rzutu kośćmi, żeby zrobić sobie jaja z historyków.

[źródła: https://www.zamekksieciahenryka.pl/; M.Perzyński Szlakiem dolnośląskich zamków i pałaców. Przewodnik dla dociekliwych, Wrocławski Dom Wydawniczy, Wrocław 2021]

Piechowice – Huta Szkła Kryształowego „Julia”

Na koniec trasy tego dnia podjechaliśmy do Piechowic, najpierw do huty szkła „Julia”. Zakład ten został założony pod koniec XIX wieku przez Fritza Heckerta i stał się konkurencją dla starszej o 50 lat huty szkła Josephine w Szklarskiej Porębie. W 1923 roku właściciele tych dwóch hut oraz firmy Kynast Kristal Neumann & Staebe z Sobieszowa tworzą spółkę akcyjną, którą działa odtąd pod wspólną marką Josephine i zyskuje wielkie uznanie dla jakości swych wyrobów. Po II wojnie światowej przechodzi ona w ręce polskie, ale z uwagi na awanturę o markę w 1958 roku zmienia nazwę na „Julia”.

Wszystko działa świetnie aż do wybuchu wolności. W 1999 roku zakład zostaje sprywatyzowany, wykupiony przez Amerykanów i doprowadzony (po zamknięciu huty w Szklarskiej Porębie) do upadłości. Dziś w Szklarskiej wznoszą się tylko ruiny, natomiast huta w Piechowicach zostaje zakupiona przez polską rodzinę, wyremontowana i częściowo uruchomiona. Niestety w zakładzie, w którym za PRL-u pracowało nawet 1800 osób na trzy zmiany, dziś uruchomiony jest zaledwie jeden piec szklarski, a liczba pracowników części produkcyjnej nie przekracza chyba 20. Produkcja idzie głównie na zamówienie dla odbiorców zagranicznych. Przy hucie znajduje się niewielkie muzeum, można też zwiedzać (w grupach z przewodnikiem) budynek produkcyjny. A jak ktoś ma za gruby portfel, to na terenie obiektu znajdują się dwa sklepy – jeden ze szkłem kolorowym, drugi z białym (po prawdzie znaczna część asortymentu to wyroby innych hut szkła, np. czeskich).

[źródła: http://hutajulia.com/]

Piechowice – Pałac Pakoszów

Ostatnim etapem tego dnia był znajdujący się nieopodal pałac Pakoszów. Jest to późnobarokowa budowla pochodząca z 1725 roku, wzniesiona przez jedną z rodzin zajmujących się produkcją płótna, z czego cała okolica słynęła od XVII wieku (mogłem był wspomnieć o tym przy okazji Łomnicy, bo tam był jeden z większych płócienniczych ośrodków produkcyjnych). Pierwotnie w Pakoszowie na parterze pałacu znajdowała się manufaktura, konkretnie bielarnia. Wybielano tam len przez moczenie w roztworze ługu, po czym po wypłukaniu rozkładano tkaniny na miejscowych łąkach, bo wyschły i zostały dodatkowo rozjaśnione przez działanie Słońca.

Po II wojnie światowej znajdował się tu dom dziecka, a później mieszkania. W bieżącym stuleciu pałac został odkupiony przez wnuka przedwojennej właścicieli i wyremontowany, po czym otwarto w nim ekskluzywny hotel z basenem, sauną i restauracją. Obiekt otacza 15-hektarowy ogród z trzema stawami.

Niestety hotel jest tak ekskluzywny, że turystom zabrania się wstępu na teren posesji. Wobec tego nie zrobię mu reklamy, bo mam stamtąd tylko parę zdjęć zrobionych z daleka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.