Sycylia nie do odrzucenia 5

Dzień 3. – Katania, Syrakuzy i Noto

Trzeciego dnia odwiedziliśmy aż trzy miasta. Zaczęliśmy od Katanii, wielkiego miasta (ponad 310 tys. ludności), na Sycylii ustępującego tylko Palermo. Katanię założyli Grecy w VIII wieku p.n.e., jednak w XII wieku tamto miasto zostało całkowicie zniszczone wskutek trzęsienia ziemi. Szybko je odbudowano i stało się ono jednym z najważniejszych ośrodków artystycznych i politycznych we Włoszech (w XV wieku powstał tu pierwszy uniwersytet na Sycylii).

Nazwa miasta pochodzi od sycylijskiego słowa katane, które jednak nie ma jednego ustalonego znaczenia i może być rozumiane jako „nóż/miejsce do oprawiania zwierząt”, „jałowa ziemia”, „nierówne miejsce” i in. (te dwa ostatnie nawiązują niewątpliwie do wulkanicznej natury okolicznego terenu). W czasie panowania Arabów na Sycylii (istniał wtedy emirat sycylijski) Katania nosiła nazwę oznaczającą „Miasto Słonia”, co odnosi się do prehistorycznej rzeźby słonia wykonanej z lawy (poprawionej za czasów rzymskich, gdyż zapewne pierwotnie przypominała słonia w stopniu wysoce umownym).

Katania znajduje się u stóp Etny, a pod miastem płyną dwie podziemne rzeki. Oglądaliśmy w mieście głównie katedrę i plac przed nią (wraz ze słoniową rzeźbą/fontanną), słynną fontannę dell’Amenano oraz kawałek starówki (tam głównie uniwersytet z wielkim dziedzińcem i pięknym barokowym kościołem, bazyliką della Collegiata).

Katedra w Katanii powstała pierwotnie w XI wieku w miejscu dawnych term rzymskich (bardzo znamienne, kościół zamiast higieny 😉 ), na rozkaz normańskiego króla Rogera I, który odbił Sycylię z rąk muzułmanów. Jednak z oryginalnego budynku w stylu normańskim nie zostało nic, ponieważ w późniejszych wiekach katedrę regularnie niszczyły trzęsienia ziemi (cóż, Etna blisko), aż na początku XVIII wieku została odbudowana w stylu barokowym. Jednym z charakterystycznych elementów katedry są trzy poziomy granitowych kolumn w stylu korynckim, ukradzionych ze starożytnego amfiteatru.

Prehistoryczny słoń został ustawiony na fontannie (zwanej u Liotru lub Fontana dell’Elefante) wkrótce po odbudowie katedry, a na grzbiecie ustawiono mu egipski obelisk ukradziony w Asuanie. Początkowo słoń był transgend… to jest ten, bezpłciowy, ale ponoć męska część ludności Katanii stwierdziła, że to uraża ich w męskość, więc twórca fontanny, architekt Vaccarini, dosztukował słoniu klejnoty, i wszyscy byli zadowoleni. Tak przy okazji na Sycylii żyły karłowate słonie z gatunku Palaeoloxodon falconeri, które wymarły pod koniec górnego paleolitu (ok. 12 tys. lat p.n.e.).

Przy placu katedralnym jest jeszcze przejście na targ z tutti frutti di mare, gdzie można było zobaczyć dużo ciekawych rzeczy. Po króciutkiej wizycie na targu pojechaliśmy do Syrakuz, ponieważ program wycieczki ułożony w biurze podróży dokładnie olewał kilkadziesiąt innych ciekawych miejsc w Katanii.

Syrakuzy zaczęliśmy od amfiteatru, jak wspomniałem, największego na Sycylii. Obiekt robi spore wrażenie, jednak byliśmy tam w samo południe i Słońce piekło straszliwie. Amfiteatr jest niestety całkowicie odsłonięty, więc z ulgą ewakuowaliśmy się trochę niżej, przez piękne ogrody do groty położonej pod tak zwanym Uchem Dionizjosa. Otóż w kuluarach amfiteatru znajduje się niewielkie pomieszczenie, z którego długi kanał prowadzi do groty poniżej, ukształtowanej w taki sposób, że doskonale przewodziła dźwięki do tegoż Ucha. Zatem w grocie zbierali się spiskowcy i spiskowali, a na górze siedział tyran Dionizjos i pilnie notował nazwiska obywateli, których w najbliższym czasie powinno spotkać samobójstwo z rąk nieznanych sprawców. Podobnie jak Katania, ogrody zasługiwały na dłuższy pobyt, ale niestety musieliśmy gnać dalej.

Pognano nas mianowicie najpierw do postawionego jakieś 20 lat temu pomnika Archimedesa. Jestem owszem jak najbardziej fanem Archimedesa, jednak sens wożenia turystów do 20-letniego średnio udanego pomnika w mieście liczącym 27 wieków, pełnym zabytków starożytnych i późniejszych, kompletnie mi się wymyka. Po 20-minutowym wystawaniu pod Archimedesem i wysłuchiwaniu namów „przewodnika”, żeby sobie zrobić z nim zdjęcie, weszliśmy w końcu do najstarszej części miasta, znajdującej się na wysepce Ortygia. Jest to niesamowite, bardzo klimatyczne miejsce, gdzie prócz normalnych ulic można też znaleźć charakterystyczne wąskie zaułki dokładnie obstawione zabudową. Obejrzeliśmy tam m.in. ruiny świątyni Apolla, piękną fontannę Diany, źródło Aretuzy (w którym rosną papirusy), kilka kościołów, no i katedrę przy placu katedralnym. Na tym placu kręcono film „Malena” z jedyną w swoim rodzaju Monicą Belucci (polecam).

Na koniec dnia pojechaliśmy do niezwykłego miasta Noto, starożytnego Netum. Aktualnie istniejąca budynki są prawie w całości wzniesione z miejscowego żółtego tufu wulkanicznego, więc przy dobrym oświetleniu całe stare miasto jest żółte. Niestety wcześniej rozładowała mi się bateria w aparacie, więc musiałem pożyczyć zdjęcia od syna (a jego telefon robił raczej takie sobie). Podobnie jak wiele innych miejsc na Sycylii, pierwotne miasto bardzo mocno ucierpiało od trzęsienia ziemi pod koniec XVII wieku i zostało praktycznie w całości odbudowane w nieco innym miejscu. Właśnie dzięki temu zabudowa tutejszej starówki jest bardzo jednolita, w stylu późnego sycylijskiego baroku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.