Dwa tygodnie w Chinach 14

Część 4. Suzhou i Hanzhou, dz. 8./2

Hangzhou (Handżo) i kolejna świątynia buddyjska

Jedziemy z Sudżo do Handżo

Styl zabudowy charakterystyczny dla miasteczek otaczających Handżo

W samym Handżo standard

Propaganda w Handżo. Takich obrazków wisiało tam mnóstwo i co jedno hasło, to lepsze. Niestety większość zdjęć tych tabliczek wyszła rozmazana, bo były robione w ruchu z autobusu.

Ulica w Handżo, czyli przedsmak Szanghaju

Na skrzyżowaniach stoją daszki osłaniające rowerzystów i motorowerzystów przed słońcem

Rzeczka przy świątyni

Jakaś knajpa w pobliżu świątyni

Pagoda

Ta świątynia wyróżnia się m.in. posągami Buddy wykutymi w zboczu pobliskiej góry

Okno w jednym z pawilonów

Następny tłuścioch 🙂

Coś wotywnego, nie wiem dokładnie, co (pewnie jakiś rodzaj kadzidełek)

Druga ciekawa rzecz w tej świątyni – ściana płaskorzeźb za jednym z Buddów. Ogromna, tak na oko 10 na 12 m. Niestety słabo oświetlona i w ciasnym miejscu, więc zdjęcia są kiepskie. Ale na żywo robi ogromne wrażenie, nawet przestałem marudzić, że znowu przyjechaliśmy do świątyni buddyjskiej, która jest zasadniczo taka sama, jak pięć innych zwiedzanych wcześniej 😉

Budda leczący, z pigułką w ręku

Figury przedstawiające chiński zodiak. Jedna to mój znak, druga Madzi, ale nie pamiętam, która jest która 😀

Kadzidełko

Dziedziniec wewnętrzny

Pawilon z labiryntem obstawionym figurami, które przedstawiają uczniów Buddy. Tradycyjnie zakaz robienia zdjęć, choć w tym przypadku trudno powiedzieć, dlaczego.

Okaz świątynnej fauny

Plantacja herbaty w pobliżu Handżo

W okolicy Handżo panuje idealny klimat do uprawy zielonej herbaty (czy ściślej, krzewy herbaciane dają tam zbiory idealne do wyrobu zielonej herbaty, bo czarną herbatę robi się zasadniczo z tej samej rośliny). Plantacje to takie niepozorne poletka na zboczach gór, ale dają wielu rodzinom utrzymanie na BARDZO wysokiej stopie.

Krzew herbaciany z bliska. Jak dla mnie wygląda jak ligustr 🙂

Plantacja, którą zwiedzaliśmy, szczyci się tym, że herbatę zieloną na sprzedaż obrabia się tam podobno tylko ręcznie. Tutaj mamy proces suszenia zerwanych liści, który prowadzi się w takich podgrzewanych misach z dodatkiem olejku herbacianego, wytłaczanego z nasion herbaty. Trzeba cały czas mieszać, żeby się nie przypaliło.

Okolica. Bardzo ciepło, „duszno i porno” 😉

Jakiś herbaciany wynalazca. Jest taka legenda, o pochodzeniu herbaty: pewien buddyjski mnich miał medytować przez całą noc. Ale zasnął. Więc rozwścieczony na siebie wyrwał sobie powieki (żeby już nie mógł zamknąć oczu) i rzucił je na ziemię. Wyrosły z nich krzewy herbaciane, a inni mnisi stwierdzili, że można z nich zrobić pobudzający napój. Ale nie wiem, czy to ten delikwent.

Wystrój

Degustacja (która miała tę ogromną zaletę, że odbywała się w klimatyzowanej sali). Poczęstowano nas jakoby zieloną herbatą bardzo wysokiej jakości (kwietniową), czego jako barbarzyńca z zachodu przyzwyczajony do czarnego badziewia z torebek nie potrafiłem docenić.

Przy parzeniu zielonej herbaty najpierw leje się nieco wrzątku i delektuje się aromatem. Mnie osobiście kojarzył się z gotowaną kapustą, ale patrz wyżej uwaga o barbarzyńcy z zachodu 😉

Zaparzone. I tak się to pije, a jak listek wpadnie do ust, to się go przeżuwa i zjada. Podobno dobre na wszystko. I tak można jedną porcję listków zaparzać pięć razy, podobno napar nie traci mocy.

Suszona zielona herbata na zbliżeniu. W tym klimacie nowe listki na krzewach pojawiają się już z końcem lutego, a pierwszy zbiór następuje w marcu – są wtedy najdelikatniejsze. Ale taka herbata jest tylko dla wybranych (dawniej – wyłącznie dla cesarza). Następne zbiory są w kwietniu i maju – i to uważa się za produkt wysokiej jakości, na sprzedaż w postaci listków (w takich puszkach jak wyżej). Kolejne zbiory, aż do sierpnia (a na niektórych plantacjach do września i października) to już badziew, który idzie do wytwórni herbat w torebkach. I tę właśnie zieloną herbatę pijemy najczęściej w Europie 😀

Inny rodzaj herbaty, parzonej z jakimś kwiatkiem

A to już hol hotelu w Handżo. Hotel fajnie wyglądał, tylko obsługa kiepska – nie chcieli nam wymieniać kasy, bo euro stało wysoko względem juana.

W następnym odcinku – nad jeziorem w Handżo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.