109. Worms

PC, Amiga, Amiga CD32, Atari Jaguar, Game Boy, Macintosh, PlayStation, Sega Mega Drive, Sega Saturn, Super Nintendo Entertainment System

Jednym z najstarszych archetypów gier komputerowych jest tzw. turówka artyleryjska, czyli gra, w której co najmniej dwóch graczy strzela do siebie z czołgów lub wyrzutni rakiet ustawionych w terenie widzianym dwuwymiarowo z boku. Gracz decydują o kącie nachylenia lufy i sile strzału, tak aby trafić przeciwnika pociskiem lecącym po krzywej balistycznej. W pierwszej połowie lat 90. najpopularniejszą realizacją tego motywu na PC była shareweare’owa gra „Scorched Earth” (pierwsza wersja – 1991). Jako ciekawostkę można wspomnieć, że w tym samym roku do umieszczonego w MS-DOS 5.0 QBasica dodawano grę „Gorillas” o dwóch King Kongach rzucających w siebie wybuchowymi bananami… „Scorched Earth” była za to w pełni profesjonalną grą, co prawda o schematycznej grafice i niemal nieistniejącym dźwięku, ale nadrabiającą to konfigurowalnością i różnorodnością uzbrojenia. Można było włączyć efekt wiatru, deszcze meteorytów i odbijanie się pocisków od ścian (a także „sufitu”) oraz zmieniać siłę grawitacji. Wśród uzbrojenia znajdowały się m.in. pociski wielogłowicowe, bomby atomowe, napalm, rakiety zasypujące teren dodatkową „ziemią” albo przeciwnie, usuwające ją. Prowadząc ostrzał, gracz mógł też zaszkodzić własnemu czołgowi. Większość tych pomysłów została skopiowana w pierwszym komercyjnym przedstawicielu tego gatunku na PC, grze „Worms” z 1995 roku (dokładniej pierwsza była wersja na Amigę – wydawca „Wormsów”, firma Team17, przez pierwszy okres działalności specjalizowała się w grach właśnie na ten komputer, mający na przełomie lat 80. i 90. lepsze możliwości sprzętowe niż pecet).

Jednej rzeczy za to nie skopiowano – otóż zamiast czołgów mieliśmy tu, zgodnie z tytułem, „robaczki”, a dokładniej, coś w rodzaju kilkupikselowych, ale niezwykle sympatycznych dżdżownic o głosikach niczym z dobranocki. Głosiki są ważne, ponieważ teksty w rodzaju „Zaraz cię wykończę!” albo „Żryj to!”, artykułowane głosem pszczółki Mai, mają dodatkowy efekt humorystyczny. W kolejnych częściach znalazły się „narodowe” reprezentacje robaczków z kilkudziesięciu krajów, wszystkie dubbingowane w odpowiednim języku (był też i bardzo dobry polski dubbing).

Cała gra, podobnie jak i późniejsze kontynuacje, zrobiona jest w takim humorystycznym stylu. Wśród uzbrojenia – prócz standardowych bazook, granatów, strzelb, karabinów maszynowych itp. – znalazł się też palnik czy spawarka (blowtorch), Święty Granat Ręczny (znany z filmu „Monty Python i Święty Graal”), szalona owca (biegająca chaotycznie i eksplodująca po 3 sekundach) i stara baba (marudząca staruszka o podobnym efekcie). Łącznie w grze jest 50 typów broni plus pewne narzędzia ułatwiające poruszanie się, np. lina z hakiem.

Ponadto obdarzono robaczki możliwością poruszania się, co z kolei umożliwiło walkę wręcz za pomocą kijów bejsbolowych, ciosów bokserskich, a nawet zwykłego delikatnego pchnięcia. A ponieważ na wielu planszach znajdowuje się woda (na bardziej egzotycznych – zbiorniki kwasu), można wykańczać wrogów w sposób zarówno subtelny, jak i satysfakcjonujący: podpełzając do nich i spychając ich z urwisk prosto do zabójczej cieczy.

Dokładniej rzecz biorąc, rozgrywka polega na starciu od dwóch do czterech oddziałów po cztery robaczki (tak zapamiętałem, ale MobyGames podaje, że gra wieloosobowa obsługuje do 16 graczy). Wszystkie oddziały mogą być sterowane przez ludzi, wtedy mamy rozgrywkę wieloosobową w trybie tzw. gorącego krzesła (hot seat). Można też przekazać komputerowi sterowanie wszystkimi oddziałami poza jednym i otrzymać tryb dla jednego gracza. Rozgrywka odbywa się w turach. Na początku swojej tury gracz wybiera, którym robaczkiem chce wykonać ruch (rzecz jasna tego samego robaczka można było wybrać po raz drugi dopiero po tym, jak wszyscy jego koledzy z drużyny mieli już szansę działać). Następnie gracz ma określony czas na wykonanie ruchu – może przejść swoim robaczkiem pewien niewielki dystans i/lub użyć broni. Atak kończy ruch, po czym kolejka przechodzi na drużynę pierwszego przeciwnika. Trafiony robaczek traci mniejszy lub większy procent zdrowia (wpychanie do wody jest szczególnie skuteczne, gdyż uzyskujemy wtedy instakill 😀 ).

Celem gry jest oczywiście wyeliminowanie wszystkich wrogów (robaczki, które zginęły na lądzie, pozostawiają po sobie gustowny nagrobek). Wygrywa gracz, którego oddział przetrwał najdłużej (wystarczy jeden żywy robaczek). Gra wymaga taktycznego myślenia, trzeba też uwzględnić to, że gracz, któremu wyeliminowano już na przykład połowę oddziału, będzie mógł częściej działać robaczkami, które jeszcze żyją (zasada naprzemiennych ruchów poszczególnych graczy jest nadrzędna).

Rozgrywka toczy się na dwuwymiarowej planszy o jednym z dostępnych w grze motywów (jest m.in. dżungla, śmietnik, Marsa i kraina słodyczy) i rozmiarach dużo większych niż szerokość ekranu. Plansza jest generowana losowo dla każdej partii, więc gra nieprędko się znudzi. Dla lepszego efektu w grze wprowadzono parallax scrolling – za planszą znajduje się tło pasujące do motywu. Wersja pecetowa ma grafikę VGA niskiej rozdzielczości (320×200); została wydana na dyskietkach i na płycie CD (ta druga ma muzykę na ścieżkach CD-Audio).

„Worms” stały się ogromnym sukcesem – wersje na Amigę i PC uzyskały oceny 90% lub więcej, a wersje na konsole PlayStation i Saturn – ponad 80%. Ukazanie się kolejnych części było nieuniknione – wydano ok. 20 tytułów z gatunku artillery game, część z grafiką 3D (grałem co prawda w dość udanego trójwymiarowego klona „Worms”, noszącego tytuł „Hogs of War”, jednak uważam, że ta formuła lepiej się jednak sprawdza w dwóch wymiarach). W latach 2003-2016 każdego roku ukazywał się co najmniej jeden tytuł z serii – na peceta, konsole albo platformy mobilne. Bywały też spinoffy, takie jak „Addiction Pinball”, dwie części robaczkowego golfa oraz gra akcji 2,5D (2020 rok – na wszystkie duże platformy, nawet konsole najnowszej generacji). Jeśli ktoś zastanawia się, jak możliwe jest 2,5D (wiadomo, że zwykle mówimy o grach w dwóch albo trzech wymiarach), to już wyjaśniam. Jako 2,5D określa się gry, które rozgrywają się zasadniczo na dwuwymiarowych planszach, mających jednak wiele warstw i umożliwiających graczowi przechodzenie między nimi (ten tryb pojawia się też czasem w „Paper Mario: The Thousand Year Door”).

Screenshoty pożyczone z MobyGames, ponieważ nie dysponuję działającą wersją gry.

Wersja amigowa:

Wersja PC:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.