Bigos albo Peter Jackson na manowcach

"King Kong", reż. Peter Jackson, 2005

Spełnianie marzeń z dzieciństwa może czasem kryć w sobie różne pułapki. Przekonał się o tym Peter Jackson, tworząc remake jednego z najbardziej klasycznych dzieł kina popularnego (o czym, jak wiemy z wywiadów, marzył od dawna). Dzięki renomie reżysera megahitu, jakim był „Władca pierścieni”, Jackson otrzymał od sponsorów tyle pieniędzy, że mógł zrealizować wszystkie zachcianki.

I rzeczywiście powstał film niezwykle efektowny, ze świetną obsadą. Tyle że kapitalna scenografia i znakomici aktorzy są jakby zagubieni wśród efektów specjalnych, między przeróżnymi absurdami. Oto małpa łapie panienkę i przebiega z nią pół wyspy, telepiąc nią niczym szmacianą laleczką. Żaden człowiek by tego nie przeżył, nawet Arnie, który w jednym durnym filmie przetrwał wybuch bomby atomowej stojąc jakieś 100 metrów od niej. O ile istnienie 10-metrowej małpy jest mało prawdopodobne, a przetrwanie dinozaurów do dziś – skrajnie nieprawdopodobne, to istnienie owadów wielkości konia jest dziś NIEMOŻLIWE.

Problem polega na tym, że w pogoni za efekciarstwem twórcy takich filmów zatracają wszelki zdrowy rozsądek. Jackson nie wykorzystał potencjału tego, co sam stworzył – skupiając się na wysilonym wyżymaniu do końca kilku pomysłów (nienajlepiej dobranych). A przecież można było powiedzieć coś o historii wyspy. Skąd te monumentalne budowle, które co chwila oglądamy? Co się stało z innymi małpami? Co za tubylcy mieszkają na wyspie? Niestety, zamiast odpowiedzi na te pytania widz dostaje „bigos” efektów specjalnych (to znaczy całą masę zwaloną na kupę).

Mogę jak najbardziej zaakceptować bohatera, który jest demonem czy innym ludkiem z piekła (Hellboy, Constantine), ma szkielet w połowie z metalu albo włada piorunami (dwa pierwsze X-Meny), jest półnagim osiłkiem z czterostopowym mieczem (Conan) itp. Mogę łyknąć przeróżne dziwaczne nierealistyczne założenia, jak podróże kosmiczne szybsze niż światło, stada kosmitów różnej maści, Moc umożliwiająca telekinezę, duszenie i manipulowanie umysłami, i tak dalej. Chodzi mi jednak o to, by film stanowił spójną całość i trzymał się przysłowiowej kupy. Chodzi mi o to, by w pogoni za coraz efektowniejszymi efektami twórcy nie łapali się za wszystko, co im ślina na język przyniesie.

Chodzi mi nade wszystko o to, by film miał SKŁADNY SCENARIUSZ i DOBRE DIALOGI. Tymczasem KK pana Jacksona ma scenariusz przypominający witraż, z którego wypadło 25% szkiełek, a o dialogach w tym filmie można powiedzieć tylko to, że bohaterowie rzeczywiście ze sobą rozmawiają. Za dużo tych niewykorzystanych możliwości – a przecież film trwa 3 godziny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.