
Dzień 1. Spacery po Tokio
Dzień pierwszy był męczący, bo założyłem sandały zamiast adidasów – być może odrobinę usprawiedliwia mnie zapowiedziana temperatura rzędu 35 stopni (i nie chodziło o stopnie Fahrenheita). Zerwaliśmy się rannym świtem o ósmej, a i tak udało się nam wyjść z hotelu 40 minut przed czasem (które to minuty bez problemu zmarnowaliśmy pod koniec dnia w Akihabarze, ale o tym potym).
Pierwszy punkt programu stanowiła świątynia Meiji, którą poprzedził spacer ul. Takeshita z wieloma zabawnymi sklepami (w jednym z nich nabyłem oszałamiającego t-shirta z nadrukiem stanowiącym połączenie słynnej fali Hokusaia z atakiem Godzilli). Będąc już w parku okalającym świątynię zboczyliśmy do miniparku założonego podobno na rozkaz dajmio Kato Kiyomasy z Kobe. Bardzo klimatyczne miejsce, choć kwitły w sumie tylko lilie wodne w stawie (w którym ryby, mimo zakazu karmienia, na widok turystów roiły się tłumnie przy pomoście wędkarskim). Świątynia Meiji jest również bardzo pięknym miejscem. Odbywało się tam dziś dużo ślubów w pełnym rynsztunku, z udziałem kapłanów, w tradycyjnych strojach.
Kolejnym punktem programu było muzeum Edo-Tokyo, prezentujące historię Tokio , głównie na makietach i zrekonstruowanych pomieszczeniach. Fajna była interaktywność muzeum – można tam było m.in. spróbować siedzenia w lektyce i rikszy, noszenia nosidła z kubłami nawozu (bez prawdziwego nawozu), noszenia nosidła z warzywami (warzywa, mam wrażenie, również były sztuczne) oraz powiewania „sztandarem” straży pożarnej z czasów szogunatu. Chorąży tym sztandarem miał zagrzewać strażaków do walki z pożarem, gdyby nie było im jeszcze odpowiednio gorąco.

Przy okazji okazało się, że muzeum stoi w tej samej okolicy, co słynna arena sumo Ryōgoku Kokugikan, znana mi z dawnych transmisji na Eurosporcie. Że coś jest na rzeczy, wiedziałem już, gdy do metra wsiadł postawny facet w klapkach i kimonie, z charakterystycznym zaczesanym do przodu kucykiem. Po drodze do muzeum widzieliśmy jeszcze kilku innych 🙂

Po szybkim lanczyku (którego bym nie zjadł, gdybym wiedział, że wieczorem mamy kolację w knajpie) wskoczyliśmy w kolejną kolejkę i metro (pod Tokio jest niemal całe podziemne miasto, które zwiedzałem z dużą ochotą, ponieważ panowała w nim normalna temperatura, a nie 500°C jak na powierzchni). I wkrótce potem zameldowaliśmy się na ulicy Nakamise (wedle słów mojej córki – tokijskie Krupówki). Od groma straganów z różnym żarciem i pamiątkami. Na końcu tej ulicy była świątynia Sensoji, jednak znajduje się ona bardziej w mieście i podobała mi się nieco mniej niż Meiji. Ale miała za to godną uwagi pagodę.
Ostatnim miejscem na dziś była dzielnica Akihabara, czyli Mekka maniaków mangi, anime i gier. Tony sklepów z figurkami, komiksami, płytami, grami, t-shirtami, zabawkami, ręcznikami itp. itd. etc. Chciałem kupić dla jaj synowi jakiś zalatujący hentaiem ręcznik, ale jakoś nie wyszło. W każdym razie Akihabara to jest kompletny kosmos, chyba najbardziej w całym Tokio. Po pół godzinie miałem wrażenie, że za chwilę wpadnie tu Godzilla z jakimś koleżką i zaczną równać miasto z ziemią (niektóre tamtejsze miejsca może nawet na to by zasługiwały 😉 ). Potem poszliśmy uliczkami, na których ubrane w „mundurki szkolne” młode i zgrabne Japonki w absurdalnych buciorach reklamowały różne rzeczy, do restauracyjki Merino, w której zjedliśmy bardzo smaczne siabu-siabu z baraniną, przystrojone watą cukrową, która udawała owczą wełnę. A do hotelu zawiozła nas taksówka, bo dojść do stacji metra nie bylibyśmy już w stanie (zresztą przesiadki…).
W tokijskich hotelach raczej nie ma co liczyć na ciekawy widok z okna. Ul. Takeshita Chciałem zdjąć ładną furtkę, a przy okazji zdjąłem manekina w negliżu i skarpetkach. Idziemy do świątyni Meiji. Nadprogram – ogród Kiyomasy Dej żryć, turysto. Tutaj zobaczyliśmy naszego pierwszego szerszenia japońskiego. Studnia Kiyomasy Wycieczka szkolna (autentyczna) Cykad. Zdechły, ale trudno go winić, temperatura przekraczała jakieś 500 stopni. Miejsce ablucji przed modlitwą Ściana fundatorów Ślub nr 1 Lista życzeń (i zażaleń) Ślub nr 2 Pan młody miał pryszcze, za to panna młoda… no, sami zobaczycie na następnym zdjęciu. Ślub nr 3 Beczki na wino Beczki na sake Machające kotki Zaczęło lać, a gdy przystanęliśmy pod daszkiem i spojrzeliśmy wyżej, to okazało się, że na 4. piętrze jest kocia kawiarnia. Arena sumo Mistrzowie na stacji Sprawdź, którym Yokozuną jesteś… Muzeum Edo-Tokyo Makieta pracowni Hokusaia, niestety źle skadrowałem to zdjęcie, i nie widać, jak mistrz skulony pod kocykiem maluje pannę like one of his French Girls. Cudo wczesnej japońskiej motoryzacji, Subaru 360, silnik ze skutera, dwa cylindry, maks. 97 km/h Rykszarze funkcjonują Tokijskie Krupówki Świątynia Sensoji Cosie z brązu Ablucje w towarzystwie smoków Staroświecka chata w Tokio W wełnianej czapeczce – bóg rozrywki Jego zwierzęta to jenoty, ale te akurat są słabo wyposażone. Akihabara Interesujące miejsce dla graczy (rezerwacje na parę miesięcy naprzód).