Dwa tygodnie w Chinach 6

Część 2. Xi’an i terakotowa armia, dz. 4./1

Przejazd do Xi’an

Niestety wskutek ulewnych deszczy ekspres z Pekinu nie jechał tak szybko, jak powinien, a czasem nawet przystawał. No i spóźnił się do Xi’an (czyt. S-ian) ponad 4 godziny. Ale z drugiej strony mogliśmy podziwiać w świetle dziennym mijane krajobrazy.

Wiadukt widoczny na zdjęciu to są tory szybkiej kolei (tej, która miała dość poważny wypadek w lipcu 2011 roku, krótko przed naszym przyjazdem – 40 osób zginęło). Takie pociągi rwą ponad 300 na godzinę (ale nam zdarzyło się jechać szybciej – w Szanghaju 🙂 )

Xi’an jest jednym z mniej licznych starych miast, w których zachowały się całe mury miejskie. Można po nich nawet przejść dookoła starówki, niestety, na tę przyjemność nie mieliśmy czasu.

Akcent patriotyczny

Riksza w wersji zmotoryzowanej

Terakotowa armia

Najpierw krotki rys historyczny. Terakotowa armia „strzeże” grobowca cesarza Shi Huanga, zjednoczyciela Chin i twórcy cesarstwa. Chińczycy wierzyli w życie pozagrobowe i/lub reinkarnację, więc zaopatrywali znakomitych zmarłych w różne rzeczy przydatne w życiu pozagrobowym/przyszłym wcieleniu, a to: ubrania, meble, biżuterię, pieniądze, konkubiny. Konkubiny najpierw chowano żywcem w cesarskich grobowcach, potem w przypływie humanitaryzmu zaczęto je najpierw truć :). Shi Huang zażyczył sobie, bo wraz z nim pochować jeszcze żołnierzy, którzy by go bronili. Na szczęście jeden sprytny generał wpadł na pomysł, że żołnierze bardziej przydadzą się cesarstwu, jak będą żywi. I namówił cesarza, żeby zamiast prawdziwych żołnierzy zakopać armię figur. Figury są zrobione z terakoty, czyli wypalanej w piecu glinki (tej pomarańczowej, co ja na wcześniejszych zdjęciach widać). Ogółem jest ich dużo więcej niż odkopano, szacuje się, że od 10 do kilkunastu tysięcy. Póki co nowych się nie odkopuje – Chińczycy czekają na wynalezienie metody konserwacji farb, którymi figury były pierwotnie malowane. Żołnierze byli też uzbrojeni w dzidy, łuki, drewniane maczugi, mieli rydwany – ale to wszystko zniszczało przez ponad 2 tysiące lat.

Na horyzoncie główny pawilon

Przed zwiedzaniem terakotowej armii poszliśmy się czegoś napić w miejscowej herbaciarni

Różne rodzaje herbaty

Budda w wersji bardziej chińskiej: obleśny, wesoły tłuścioch.

Zaplecze herbaciarni

Tak wygląda ekspozycja w głównym pawilonie, który ma powierzchnię większą niż boisko piłkarskie (disclaimer – zdjęcia robione idiotenaparatem przy kiepskim oświetleniu i zakazie stosowania flesza, który by zresztą niewiele pomógł; musiałem stosować tryb superczuły, który niestety daje kiepską jakość).

A tak wyglądają figury zaraz po odkopaniu. Wiele zostało zniszczonych przez buntowników i powstańców, którzy ruszyli się po śmierci cesarza (no i chcieli mu zaszkodzić, pozbawiając eskorty w zaświatach). Widać, że to są raczej trójwymiarowe puzzle.

Szeregowcy. Oznaką rangi jest fryzura – tu kok zwrócony w lewo (moje lewo).

Zaprzęg rydwanu

W szeregu zbiórka

Żelek na tle terakoty (tekst pisany był pierwotnie dla znajomych z World of Warcraft, którzy znają mnie pod ksywką „Jellycrusher”).

Puzzle w trakcie obróbki

Drugi pawilon. W tym miejscu na większej głębokości zakopany był sztab generalski. W ogóle terakotowa armia stoi w półksiężycowatym szyku osłaniającym grobowiec cesarza, który znajduje się kilka kilometrów dalej i też czeka na lepsze metody konserwacji. Krążą o nim niesamowite legendy (na przykład przytaczane też przez Daenikena). Podobno znajduje się tam makieta ówczesnego Xi’an ze wszystkimi kanałami i stawami, które są wypełnione rtęcią. Grobowiec jest rozmiarów małego miasta. Armię i grobowiec budowało 700.000 ludzi.

Zaprzęg i załoga rydwanu

Tak wyglądało malowanie figur tuż po wykopaniu

Widok ogólny drugiego pawilonu

Wysoki oficer (wysoki rangą, znaczy się)

Koń z profilu. Dziura to nie uszkodzenie. Te figury są w środku puste i wypalane. Gdyby nie takie otwory, powietrze rozszerzające się wskutek gorąca i para wodna z wilgotnej glinki po prostu by je rozsadziły. Figury ludzi nie mają takich dziur, bo były robione w dwóch częściach – osobno korpusy, osobno głowy.

Lina, nasza przewodniczka w Xi’an

Trzeci pawilon.

Cesarz zażyczył sobie też rydwanów na życie pozagrobowe – i to trwałych rydwanów, z brązu. Dla oszczędności wykonano je w skali 1:4, bo normalnych budżet cesarstwa by już nie wytrzymał. Jeden jest „spacerowy”.

A drugi – pancerny.

Historia odkrycia terakotowej armii (o której istnieniu nikt nie miał bladego pojęcia) wygląda w skrócie tak: połowa lat 70., susza. Trzech rolników postanowiło wykopać studnię na polu jednego z nich, no i wykopali jakieś gliniane ręce i głowy. Właściciel pola, znany jako Mr. Yang, uznał, że to coś ważnego i że trzeba o tym donieść władzom. Władze się z tym zgodziły, odebrały/odkupiły to pole, urządziły wykopaliska, a Yangowi zapewniły dożywotnią fuchę. Człowiek (dziś już mocno postarzały, w końcu to było ponad 30 lat temu) siedzi w pawilonie z pamiątkami i podpisuje albumy z terakotową armią. Nie wolno mu robić zdjęć 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.