Piekło mężczyzn

"Świat według Garpa" (The World According to Garp), reż. George Roy Hill, 1982

Podobnie, jak książka Irvinga – według której go nakręcono – film „Świat według Garpa„, przedstawiany jako komedia jest niesłychanie ponury. Owszem, jest tam wiele zabawnych scen (zwłaszcza w części opisującej dzieciństwo bohatera). Później jednak nie jest różowo. Radykalny feminizm, stosujący zasadę odpowiedzialności zbiorowej – wszyscy mężczyźni są winni wszystkim nieszczęściom kobiet – zawsze kojarzył mi się z totalitaryzmem. Przeraża mnie dlatego, że prowadzi kobiety do walki z mężczyznami, a przecież bezwzględna wojna płci uczyniłaby życie niemożliwym. Mężczyzna nie może żyć bez kobiety, a kobieta bez mężczyzny. Słowami żartobliwego mędrca: kobiety bez mężczyzn nudzą się, mężczyźni bez kobiet głupieją.

Ale dość filozofii, wróćmy do filmu. Glenn Close zagrała genialnie postać w 100% odczłowieczoną – robota w kobiecym ciele, zaprogramowanego na pomaganie chorym, urodzenie dziecka i przytulanie wnuków. Paradoksalne jest, że to właśnie Garp, czyli mój ulubiony Robin Williams – taki porządny facet, czuły, wierny mąż i wspaniały ojciec – jest przez kobiety niszczony. Także w małżeństwie. Albowiem małżeństwo pisarza z krytykiem nigdy nie będzie udane, zwłaszcza gdy krytyk więcej uwagi poświęca swoim klasówkom, a i sypiać woli z własnym uczniem, niż z własnym pisarzem.

Niespodziewanie najbardziej ludzką kobietą w tym cyrku okazuje się Roberta – były mężczyzna. Oczywiście normalny pan, nie będący „kobietożercą”, nie ma szans na życie w takim ostrym podziale na czarne (mężczyźni) i białe (kobiety, nie bez kozery skojarzone z bielą pielęgniarskiego stroju). Garp, bezskutecznie pragnący „zbratać się” z radfeministkami, które przecież nie pragną bratania się z tym, co uważają za niegodne siebie, ostatecznie ginie, zastrzelony przez jedną z fanatyczek. Unoszony przez biały helikopter odlatuje do nieba. Ale czy amerykańskie niebo wolne będzie od radykalnych feministek?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.